Afterlife knowledge

Wiedza o życiu po życiu

Dla zainteresowanych organizacją warsztatówDowód na istnienie życia po życiuZaplanowane warsztaty


Relacje uczestników warsztatów
Gunther Strube
sierpień 2007
“Zaufanie jest najważniejsze” – tę „mantrę” Bruce powtarza na każdym warsztacie na naszej planecie. Wiem, bo brałem udział w jego warsztatach dwa razy! Zaufanie swoim własnym umiejętnościom w czasie podróży poza horyzont świata fizycznego to najtrudniejsze wyzwanie. Moja własna podróż do życia po śmierci trwała długo – zaczęła się od przyjęcia/uznania prawdy zawartej w tonach książek, a doprowadziła mnie do osobistego poznania tej prawdy poprzez prawdziwe jej „zobaczenie” i doświadczenie.
Na książki Roberta Monroe’a o wędrówkach poza ciało natknąłem się, gdy miałem 22 lata – w tym roku skończyłem 41. Stały się one niezwykle bliskie mojej wewnętrznej prawdzie i nadal takie są. Po przeczytaniu „Far Journeys” [Roberta Monroe’a] w roku 1988 czekałem na ciąg dalszy, który pojawił się w 1997 w postaci książek Bruce’a Moena o życiu po śmierci. Były one jakby nowym strumieniem informacji kontynuującym to, z czym pozostawił mnie Robert Monroe. Czułem wdzięczność - oto nagle Monroe pojawił się też w książkach Bruce’a! Cóż za niespodzianka!
Po kilku latach oczekiwania Bruce przyjechał w końcu do Europy w lipcu 2001 roku. Wziąłem wtedy udział w jego warsztacie w Irlandii. Na marginesie, podziękowania dla Mike’a Pettigrew, który gościł nas w swoim domu w przepięknej wiejskiej okolicy. Był to wspaniały weekend z wieloma ciekawymi historiami i doświadczeniami. Dotknąłem i „posmakowałem” życia po śmierci, ale nie wszedłem w to „na całość”. Przeżywałem wtedy trudny okres w moim życiu i nie doświadczałem prawdziwej cierpliwości ani spokoju, który pozwalałby mi kontynuować eksperymentowanie w domu i właściwe poznanie narzędzi, które stosuje Moen. Przestałem wierzyć, że potrafię to robić, ale nigdy nie przestałem wierzyć w niefizyczną rzeczywistość. I to spowodowało, że zapragnąłem przetłumaczyć książki Bruce’a na język duński.
W tamtym czasie szczęśliwie zakochałem się w pięknej dziewczynie dzielącej ze mną pasję poznawania życia po śmierci, która miała tez zdolności związane z pisaniem! Anja założyła wydawnictwo i w tym roku wydała nasze wspólne tłumaczenie pierwszej książki Bruce’a Moena „Podróże w Nieznane” ( 6 miesięcy ciężkiej pracy dwójki amatorów na przestrzeni 3 lat!). Z pasją opowiadałem jej o moim weekendzie w Irlandii. W rezultacie zdecydowaliśmy się wziąć udział w warsztacie w Polsce – była to w końcu okazja dla Anji poznania Bruce’a oraz sposobność powiedzenia mu, że ukończyliśmy tłumaczenie jego pierwszej książki. Minęły cztery lata od czasu, gdy ostatnim razem próbowałem badać życie po śmierci. Bardzo się denerwowałem – czy tym razem będę miał lepszy wgląd?
Tydzień w Krakowie w kwietniu 2005 roku był wspaniały – było to połączenie 2 dni warsztatu wprowadzającego i 3 dni doświadczeń partnerskich! Mnóstwo fajnych ludzi i mnóstwo zabawy związanej z pracą w grupach. Wyobraźcie sobie 50 osób zbierających się w miejscu niefizycznym, którzy otrzymują weryfikowalne dane, którzy widzą te same rzeczy i siebie nawzajem. Niesamowite! Mieliśmy szczęście cieszenia się towarzystwem Bruce’a i jego żony Pharon. Byliśmy jedynymi anglojęzycznymi ludźmi, poza tłumaczką i gospodarzami, co przyniosło nam wiele wspaniałych chwil spędzonych razem poza godzinami warsztatu.
Po zwykłych frustracjach związanych z niewidzeniem „tego”, tak jak chciałem, miałem w końcu moje pierwsze „prawdziwe” doświadczenie drugiego dnia warsztatu. Odwiedzałem w życiu po śmierci starszą panią – niedawno zmarłą matkę uczestniczki warsztatu. Dano mi tylko kawałeczek papieru z jej polskim imieniem i nazwiskiem zapisanym przez jej córkę (o czym nie wiedziałem zaczynając sesję). Zobaczyłem ją, jak siedzi wygodnie w bujanym fotelu w staromodnej kuchni z piecem i kominkiem i robi na drutach. Miała na sobie czarną sukienkę w biało-żółte margaretki. Czuła się bardzo dobrze, a wiadomość, którą chciała wszystkim przekazać, brzmiała: Wszystko jest dobrze, dzieci nie powinny się martwić. Moje „widzenie”, przerywane chwilami ciszy i czerni, trwało milisekundy, które zawierały całą informację, jakiej potrzebowałem. Od początku byłem przekonany, że zobaczę trójwymiarową rzeczywistość, że doświadczę pełnego ekranu. Ale nie udało mi się to. Myślę, że moje „widzenie” stanie się bardziej składne/spójne wraz z praktyką pracy z niefizycznymi zmysłami. Stare powiedzenie ma swoją mądrość: Trzeba nauczyć się raczkować zanim zacznie się chodzić. Po moim doświadczeniu rozmawiałem z kilkoma osobami jasnowidzącymi i oni wszyscy zgodzili się, że przede wszystkim chodzi o to, jak postrzegamy/jak rzeczy są postrzegane/, zarówno w widzeniu/w wizji/ jak i w uczuciach. Ważne jest pozwolić na pierwsze wrażenie i nie interpretować go. Nie czułem się ograniczony w moich zdolnościach – to doświadczenie raczej powiększyło moją pewność siebie. Co najważniejsze, każdy kto charakteryzuje się podejściem - chcę spróbować i pragnę zobaczyć - doświadczy tego!
Kiedy zrelacjonowałem córce to, co zobaczyłem, słabo rozpoznała swoją matkę z mojego opisu, nie był on wystarczająco dokładny, aby ją przekonać. Nie przypominała sobie takiej sukienki. Tamtego dnia miałem niezłą liczbę „hitów”/trafień i niezłą ilość chybień. Jednakże, kolejny dzień przyniósł niespodziankę. Córka [uczestniczka warsztatu] odwiedziła swoją starszą siostrę, która nadal była w posiadaniu wszystkich rzeczy matki. Młodsza siostra opowiedziała jej o moim doświadczeniu, gdy nagle starsza siostra wybuchnęła: „to była najcenniejsza sukienka mamy!” i po chwili przyniosła z sypialni dokładnie taką samą sukienkę, jaką opisałem. Byłem zaskoczony i uradowany, gdy następnego dnia otrzymałem tę weryfikację! Bruce pogratulował mi, że w końcu miałem doświadczenie z życia po śmierci, które nawet było weryfikowalne. Pamiętał moja frustrację na warsztacie w Irlandii. Nigdy nie lekceważ wartości szczegółów w tym co widzisz badając życie po śmierci…
Wielkie dzięki kieruję do Joanny, Bruce’a i reszty ekipy za zorganizowanie tamtego warsztatu! To była nasza pierwsza wizyta w Polsce i na pewno jeszcze przyjedziemy!
Oboje wróciliśmy do domu w Danii z wieloma wspomnieniami i postanowieniami. To naprawdę zależy tylko od nas, czy będziemy robić badania/eksploracje w domu, ale wiem, że to najtrudniejsza część. Jeśli nie masz ciekawości kontynuowania oraz pragnienia „zobaczenia”, cóż może to wywołać? Ja czułem się usatysfakcjonowany tym, że miałem w Krakowie weryfikowalne doświadczenie. Dlaczego miałbym chcieć więcej? Była to zwykła reakcja mojego ego, które wolało unikać rozczarowań i to zablokowało mnie na kolejne dwa lata!
Pewnego słonecznego wiosennego dnia podczas mojego dwutygodniowego urlopu w tym roku pokonywałem 60 km trasę na rowerze przez tereny wiejskie, gdy zadzwonił telefon. Był to mój przyjaciel i kolega z pracy. Przekazał mi wiadomość od innego kolegi z firmy. Zorientowałem się, że nie dzwoni z biura. Powiedział mi, że rezerwuje właśnie bilet lotniczy na następny dzień do Iranu, ponieważ jego ojciec zmarł w szpitalu po kilku miesiącach choroby. Miesiąc wcześniej odwiedził go po raz ostatni. W tym momencie zadziało się ze mną coś dziwnego. Nigdy tego nie robię – a wtedy zapytałem: „Może pozwolisz mi, że sprawdzę, czy u twojego ojca wszystko w porządku?”. Zaskoczyłem sam siebie całkowicie. Jak to się stało, że nagle miałem taką pewność siebie, aby zadać to pytanie. W tym momencie temat był już otwarty i mój przyjaciel chętnie się zgodził. Wiedział, że zajmuję się „tym, co niefizyczne” - byłaby to dla niego i jego rodziny wielka ulga, gdybym miał dla niego dobre wiadomości. Obiecałem zadzwonić tego samego wieczoru i powiedzieć mu, co odkryłem. Przez resztę drogi do domu, wyrzucałem sobie moją reakcję. Nie robiłem ćwiczeń z odzyskiwaniem od czasu warsztatu w Krakowie! Byłem pełen niepokoju i myślałem o innych rozwiązaniach – poproszenie moich jasnowidzących przyjaciół, żeby pomogli mi w sprawdzeniu sytuacji ojca. W tamtym momencie nie miałem nawet zamiaru próbować. Sprawa była bardzo ważna i chciałem dać mojemu przyjacielowi jak najlepsze pocieszenie.
W końcu dotarłem do domu pełen obaw w środku i opowiedziałem Anji, co się wydarzyło. A ona radośnie zaproponowała: „No cóż, zróbmy to razem!” Dlaczego o tym nie pomyślałem? Nagle wróciła moja pewność siebie i mogłem spełnić obietnicę podjętą po powrocie z warsztatu w Polsce, że wraz z Anją będziemy robić partnerskie eksploracje, obietnicę, którą wcześniej odrzucałem myśląc: „Nie mogę tego teraz zrobić, poczekajmy trochę”. Po obiedzie i chwili relaksu przeszliśmy do badania życia po śmierci, przechodząc przez wszystkie ćwiczenia, wraz z gromadzeniem energii, jakich nauczyliśmy się, kończąc na prawdziwej wizycie/spotkaniu. Zabrało to około 10 minut. Oto co zobaczyłem:
Wykorzystałem technikę udawania, aby wywołać przejście do rzeczywistości niefizycznej – Anja i ja szliśmy lasem wiosenną porą, odczuwając wszystkie zapachy, kolory i wrażenie, jakie wiążą się z byciem w lesie. Moim pomysłem było to, że chciałem zapoznać Pomocnika z Anją na pobliskiej polanie. Ale zmieniło się to, gdy nagle Anja odwróciła się do mnie i poprosiła mnie, abyśmy zbudowali w sobie uczucie miłości stając naprzeciwko siebie i patrząc sobie w oczy. Kiedy to zrobiliśmy, zobaczyłem i poczułem wir energii wokół nas, który stopniowo podniósł nas do góry. Piękne odczucie! Po chwili znikło i poczułem, że stoimy w ciemności, czekając na przybycie Pomocnika. Kiedy przybył, nie potrafiłem dostrzec twarzy ani zarysu postaci, ale czułem, że była to kobieta. Poprosiłem ją, aby zaprowadziła nas do ojca naszego przyjaciela – zaakceptowała prośbę, chwyciła mnie za rękę i przez chwilę przesuwaliśmy się w czerni. Ruch zatrzymał się i pozwoliłem sobie przyzwyczaić się i obserwować otoczenie. Po chwili, poczułem, że jestem w pokoju szpitalnym z łóżkiem pośrodku. Ściany pokryte były ciemnoniebieskimi błyszczącymi kafelkami. Na łóżku siedział miły staruszek i witał nas uśmiechem. Obok niego stało dwoje starszych ludzi wyglądających jak rodzice odwiedzający pacjenta. Przedstawiłem się ojcu mojego przyjaciela i wspomniałem o celu swojej wizyty. Przywitał nas. Podczas krótkiej rozmowy z nim,. zauważyłem wyraz jego twarzy. Nie widziałem całej twarzy, ale wyraźnie zauważyłem jego łysinę i krótkie siwe włosy po bokach. Na czubku głowy miał też jeszcze trochę włosów. Miał też krótką białą brodę od ucha do ucha, natomiast między nosem a ustami nie było brody. Siedział w białej koszuli. Powiedział mi, że ma się dobrze i oczekuje z niecierpliwością na spotkanie z dziećmi, kiedy ich czas nadejdzie. Podkreślił, że pragnie spokojnego cichego pogrzebu w bieli, ze szczęśliwymi ludźmi wokół. Żadnego dużego zamieszania i płaczu. Poprosiłem go o coś, co mogłoby przed synem potwierdzić realność naszego spotkania. Szybko przyłożył swoją prawą rękę do mojej twarzy. Na małym palcu nosił duży złoty sygnet – wypukły i spłaszczony u góry (szeroki na około centymetr), zdobiony czerwonymi ornamentami lub rubinami – nie rozróżniałem tego. Podziękowałem mu za wizytę i opuściliśmy to miejsce. Właściwie zapomniałem podziękować Pomocnikowi, ale miałem nadzieję, że ogólna wdzięczność za całokształt informacji spłynęła też na Pomocnika. Po chwili „wróciłem” z Anją do salonu.. W głowie czułem uniesienie, jakbym był metr nad ziemią. To śmieszne uczucie trwało około kilku minut. Anja otworzyła oczy prawie równocześnie ze mną. Niestety, nie widziała tego co ja, a właściwie nie weszła w eksplorowanie. To spowodowało u mnie sporą niepewność wobec całego doświadczenia. Ale w końcu przecież coś widziałem i było to lepsze niż nic.
Zadzwoniłem do mojego przyjaciela i zrelacjonowałem mu całe doświadczenie ze wszystkimi szczegółami, jakie zapamiętałem. W czasie mojego relacjonowania nie powiedział ani słowa. Na końcu stwierdziłem, że mam nadzieję, że spotkałem jego ojca, a nie kogoś innego. Jego głos zmienił się i zmiękł. „Naprawdę spotkałeś mojego ojca. Wszystko, co widziałeś, zgadza się. Cały się trzęsę. Jestem naprawdę poruszony. Nie wiesz, ile to dla mnie znaczy. Tak bardzo ci dziękuję. Sygnet, który widziałeś, to pierścień, którego używał do podpisywania dokumentów, kiedy pracował jako profesor na uniwersytecie w Teheranie”. Dla mnie była to rewelacja. Nigdy nie miałem takiej ilości szczegółów, z których wszystkie zostałyby zweryfikowane. Wszystko, co widziałem, zostało zweryfikowane. Szczegóły dotyczące jego pogrzebu także zostały zweryfikowane. Często o nich mówił w obecności swojej rodziny, kiedy jeszcze żył. Powiedziałem mojemu przyjacielowi, że ja też czuję ogromną wdzięczność za to całe doświadczenie oraz, że znaczy ono równie wiele dla mnie jak i dla niego. Życzyłem mu szczęśliwej podróży i pożegnaliśmy się.
Dziesięć dni później spotkaliśmy się w pracy. Ja skończyłem swój urlop, a on wrócił z Iranu. To było miłe – czuliśmy między sobą nowy rodzaj relacji, a w jego oczach widziałem szczęście. Opowiedział mi, jak jego rodzina zareagowała na informację o ojcu i jak wiele to dla nich znaczyło. Wśród najbliższych członków rodziny odmieniło to całkowicie początkowe uczucie żalu. Zanim pojechał do Iranu bardzo martwił się o swoją mamę. Ale wiadomość ode mnie całkowicie odmieniła jej postawę/samopoczucie. Teraz ona mogła przytulać/pocieszać innych członków rodziny. Opowiadała „moją” historię wiele razy każdemu, kto przychodził złożyć jej kondolencje z powodu śmierci męża. Mój przyjaciel zapytał matki, czy nie zmęczyła jej już ta historia. Szybko odpowiedziała, że tej historii nie można opowiedzieć zbyt wiele razy! Otrzymałem ciepłe pozdrowienia i podziękowania od niej. Ja też jestem niezwykle wdzięczny za to, że mogłem przekazać taką wiadomość komuś, kto tak bardzo jej potrzebował. To wydarzenie pokazało mi, jak wielkie znaczenie dla całej rodziny ma wiadomość, że ukochana osoba nie odeszła na zawsze, ale żyje szczęśliwie w innej rzeczywistości.
Otrzymałem też inną ciekawą weryfikację. Mój przyjaciel powiedział mi, że jego siostra i jej teściowa, obydwie mieszkające we Włoszech, również uczestniczyły w pogrzebie. Teściowa miała sen, w którym widziała ojca mojego przyjaciela na łóżku szpitalnym, a on czuł się dobrze. Opowiedziała o tym rodzinie krótko przed pogrzebem i wszyscy byli podekscytowani tym, że jej wiadomość była tak samo dobra/pozytywna, jak moja . Cóż za wspaniała rzecz! Jakież to fantastyczne, że wiadomość dla rodziny została przekazana z niefizycznej rzeczywistości potwierdzając, że ukochana osoba jest bezpieczna i ma się dobrze. W tym świecie nigdy nie jesteśmy sami.
Gunther Strube
PS. Podziękowania dla Joanny za zachęcenie mnie do napisania tego artykułu. Moje myśli i wrażenia były też inspirowane przez Stine’a, która zaczęła uczyć się technik eksploracji życia po śmierci Bruce’a Moena. Posiada ona głęboką potrzebę dokonywania odzyskań, aby pomagać tym, którzy pragną poznać prawdę. Mam nadzieję, że moje doświadczenia zachęcą ją do odnalezienia je własnej prawdy.
Tłumaczyła Hanna Katarzyna Dankiewicz
Gunther Strube mieszka w Kopenhadze, jest informatykiem, muzykiem i tłumaczem.
Powyższy tekst ukazał się w październikowym numerze Czwartego Wymiaru, gdzie możecie też zobaczyć zdjęcie autora na szlaku pielgrzymki Camina de Santiago, zajrzyjcie tutaj:

Jakub Niegowski

Kraków, maj 2006

 

2006

Bruce Moen, badacz obszarów niefizycznych, mający w swoim dorobku kilka interesujących książek, podróżujący po świecie ze swoim autorskim programem warsztatów, człowiek skromny, a zarazem wypełniający swoją ciepłą aurą każde miejsce, w którym się znajduje.

Jego majowe odwiedziny w Polsce, były już kolejnymi, lecz tym razem Bruce zaliczył kilka miejsc, tak, że praktycznie cały maj zajęło mu podróżowanie i wykładanie w naszym kraju.

W dniach 6-7 maja był gościem specjalnym na Wrocławskim jubileuszowym; „UFO Forum” organizowanym przez Janusza Zagórskiego, 10-14 maja poprowadził we Wrocławiu warsztaty podstawowe, w Poznaniu również warsztaty podstawowe odbyły się w dniach 16-20 maja, natomiast Krakowskie warsztaty zaawansowane, w których wziąłem udział, odbywały się w dniach 24-28 maja.

Jako tłumacz, towarzyszyła mu jak już zdążyliśmy się przyzwyczaić, sympatyczna Asia Madrzak, która jest już stałą tłumaczką Bruce’a na większości jego warsztatów w Polsce. Była z nim również ukochana żona Bruce’a - Pharon, która wzięła udział w Krakowskich warsztatach jako jedna z uczestniczek, razem z nami odkrywając i przeżywając różnego rodzaju, niezwykle doświadczenia.

Organizatorem Krakowskich warsztatów był Wojtek Obracaj. Zajęcia odbyły się w galerii Joanny Chmielarz. Miejsce to, położone praktycznie w samym centrum Krakowa, a zarazem przyjemnie odseparowane od ulicznego zgiełku, mieszczące się na fantastycznym poddaszu, było wprost idealne, tym bardziej, iż warsztaty ze względu na zaawansowany stopień nie były zbyt liczne, jeśli chodzi o uczestników. Atmosfera była przytulna i raczej kameralna.

Na słowa podziękowania zasługuje bez wątpienia Joanna, kora nie tylko gościła nas w swojej sympatycznej galerii, ale również wieczorami grała na gongach i misach tybetańskich, co stanowiło dodatkową atrakcję w i tak dość intensywnym programie dnia.

Warsztaty odbywały się w godzinach od 10tej do 18stej, z małymi przerwami co godzinę i większą przerwą obiadową.

Same warsztaty, są elektem, który co prawda wypadałoby tu opisać jak najdokładniej, jednak uważam, że prawdziwy charakter takiego wydarzenia można odczuć tylko bezpośrednio w nim uczestnicząc, dlatego ograniczę się do informacji jednak ogólnych o czym i po co to wszystko było.

Warsztatu skupiły się na tematyce odzyskiwania własnych aspektów, czyli tych części własnej jaźni, które „utknęły” w pewnych, zazwyczaj traumatycznych momentach naszego obecnego, czy któregoś wcześniejszego życia. Warsztaty te, w odróżnieniu od poprzednich, zwracały przede wszystkim uwagą na to, iż tak naprawdę pomagając ludziom zagubionym w świecie niefizycznym, niejednokrotnie pomagamy naszym własnym aspektom, których uwolnienie lub uzdrowienie sytuacji, w której się znalazły, powoduje również pewna pozytywna zmianę w naszym osobistym życiu i na palnie duchowym. Warsztaty toczyły się więc przez te zagadnienia, dotykając kwestii budowy naszej wyższej jaźni, jej funkcjonowania i kontaktu z nami, a w czasie niektórych doświadczeń, część z nas otarła się również o empiryczne doświadczenia budowy czasu i przestrzeni.

Współautorami części ćwiczeń wykonywanych na warsztatach, była Asia Madrzak i Wojtek Obracaj.

Musze powiedzieć, iż warsztaty tego typu, dzięki energii grupy, dają o wiele lepsze efekty, nawet, jeśli chodzi o zwykle medytacje czy podróże mentalne. Poza tym energia Bruce’a, która dosłownie wypełnia pomieszczenie, miałem wrażenie ze w jakiś sposób się do tego w znaczący sposób przyczynia.

Warsztaty były również okazją do spotkania ciekawych ludzi, których wszystkich z tego miejsca pozdrawiam. Cieszę się, ze mogliśmy spędzić ten czas razem.

Kończę na tym ta nieco skróconą (z uwagi na różne okoliczności mnie zajmując), relację i zachęcam do lektury książek Bruce’a Moen’a. Nowa książka nawiasem mówiąc (nowa, z tych, jakie zostały na razie wydane po Polsku), którą autor promował przy okazji warsztatów, zawiera płytę CD i stanowi komplet ćwiczeń z tego rodzaju warsztatów, możliwy do przeprowadzenia w domu. Na pewno nie będzie to to samo, co udział w takich warsztatach, ale mimo to warto mieć i ćwiczyć, zwłaszcza, jeżeli z jakiegoś powodu nie możecie uczestniczyć w samych warsztatach.

Ukazanie się książki zawdzięczamy w dużej mierze Asi Mądrzak, która przetłumaczyła ją na język polski. Książkę wydało wydawnictwo "Polconn Portal Selen".

Ja natomiast mam nadziej, iż Bruce Moen, zdecyduje się pójść w przyszłości nieco dalej i stworzy kolejny stopień bardziej zaawansowanych warsztatów, gdyż, mimo, że świetnie prowadzi te zajęcia i przystępnie podaje wiedzę, miałem jednak pewien niedosyt. Można by pójść jeszcze dalej... Mam nadziej, że Bruce Moen kiedyś się na to zdecyduje.

Jakub Niegowski
http://www.gw.7d.pl/

 


Jakub Niegowski

 

Kraków, kwiecień 2005

2005 20-24 kwiecień 2005 roku to data, która na długo pozostawi swój ślad, zarówno w pamięci, jak i w sercach wszystkich tych, którzy w tym właśnie czasie przebywali w Krakowie, uczestnicząc w wyjątkowych warsztatach „Wiedzy o Życiu po Życiu i Eksploracji Partnerskich”, prowadzonych przez niezwykłego i przede wszystkim bardzo ciepłego człowieka, badacza rzeczywistości niefizycznych - Bruce’a Moen’a.

Tym, którzy być może nie zetknęli się wcześniej z postacią Bruce’a Moen’a – kilka słów gwoli informacji:

Bruce Mone przede wszystkim znany jest jako autor serii książek (u nas ukazały się jak na razie trzy pierwsze), dotyczących poznawania i eksplorowania rzeczywistości niefizycznej. Książki Bruce’a łączą w sobie niezwykłą przystępność i rzetelność informacji, oraz bogactwo opowieści z życia samego autora. Wprowadzając czytelnika w głębsze poznanie natury rzeczywistości „życia po życiu” – są one również według mnie doskonałym rozwinięciem i niejako kontynuacją sławnej już dziś trylogii Roberta A. Monroe. Tym niemniej zaznaczyć należy, iż metoda eksploracji proponowana przez Bruce’a Moen’a jest nieco inna od tej, na której skupił się Robert Monroe. Porównań nie będę dokonywa chociażby z uwagi na to, iż ma być to relacja i opowieść o wyjątkowych warsztatach, a nie zestawienie techniczne - jednak bez wątpienia odkrycia i praca Bruce’a Moen’a mają niebagatelne znaczenie w poznawaniu możliwości znacznego poszerzenia percepcji dla znakomitej większości ludzi na całym świecie.

Rozpoczynając warsztaty, nie miałem specjalny oczekiwań. Nie spodziewałem się też żadnych niezwykłych zdarzeń, czy doznań, które by mnie zaskoczyły i w jakiś sposób zmieniły moją świadomość, którą bądź, co bądź ma już pewne doświadczenia z niefizycznym eksplorowaniem rzeczywistości. Tym niemniej z niemałym zaciekawieniem dnia pierwszego wkroczyłem na salę. Tam też szybko zorientowałem się jak duży przekrój ludzi zebrał się na owych warsztatach. Zarówno różnice wiekowe, jak i można by rzec światopoglądowe, czy te związane z życiowymi doświadczeniami ludzi, były dość szerokie, jednak początkowa atmosfera nie wywarła na mnie specjalnego wrażenia, ani w stronę negatywną, ani pozytywną. Jeszcze przed pojawieniem się samego Bruce’a, organizatorzy zatroszczyli się o komfort świeżo przybyłych gości proponując kawę, lub wodę mineralna, krzątając się wokół i dogrywając ostanie szczególiki. Rozejrzawszy się na sali zobaczyłem jedno wolne miejsc, bowiem większość ludzi pojawiła się dużo wcześniej, dobierając się bardziej lub mniej przypadkowo i zajmując swoje stanowiska. Ja trafiłem na jedno, które wyraźnie rzuciło mi się w oczy i musze powiedzieć, że to był pierwszy pozytywny szok, ponieważ szybko uznałem, iż trafiło mi się najbardziej idealne miejsce na całej sali (oczywiście dla mnie idealne), wraz ze wspaniałym towarzystwem przesympatycznej osoby po lewej, zaś po moje prawej nie było już krzesła, tylko przejście przez środek sali, co ułatwiało mi obserwowanie centrum wydarzeń.

I stało się. Do stali wkroczył długo wyczekiwany Bruce Moen. Ubrany był w luźne spodnie, koszulkę z krótkim rękawem w radośnie pastelowym odcieniu fioletu i szelki.:) Być może to zestawienie jest nieco trudne do wyobrażenia, jednak wyglądało sympatycznie i budziło przyjazne skojarzenia. Tak też wygadał cały wstęp (sympatycznie), ponieważ Bruce ani nie wyglądał na spiętego, ani na osobę „nieosiągalną”. Aby rozluźnić nieco towarzystwo pokazał nawet „sztuczkę”…;)

Pierwszy dzień warsztatów, co prawda upłynął dla mnie niezbyt barwnie, ponieważ jak to zwykle bywa w takich sytuacjach – na początku były podstawy, a wszystko tak podane, by każdy człowiek, nawet bez żadnego doświadczenia i przygotowania – był w stanie przyswoić to, o czym się mówiło. Część oczywiście potrzebna, aczkolwiek niezbyt fascynująca dla kogoś, kto już to zna. Pod koniec tego dnia pojawiła się u mnie nawet obawia i myśl – jak też mają potoczyć się te warsztaty – wszak mieliśmy pięć dni na zaznajomienie się z całkiem niebagatelnym i złożonym tematem, oraz sprawami z nim związanymi. Nie byłem pewien przyznam, czy to się w pełni powiedzie.

Na szczęście kolejny dzień rozwiał moje wątpliwości całkowicie. I to był kolejny pozytywny szok tego niezwykłego spotkania, ponieważ moje wcześniejsze wątpliwości, co do wystarczających wiadomości zawartych w podstawach przekazywanych przez Bruce’a na początku, całkowicie zostały wyeliminowane dalszą częścią wykładów i ćwiczeń, oraz pierwszymi sukcesami, jakie zaczęli odnosić uczestnicy warsztatów.

Tego też dnia zaobserwowałem znacznie większą niż na początku integrację grupy. Ludzie zaczęli czuć się swobodniej, chętniej zabierali głos w części przeznaczonej na ich pytania, niesamowicie również dawało się to odczuć w czasie praktyk relaksacyjno-energetycznych z udziałem czakry serca. Właściwie tak cudownych stanów medytacyjnych z tą czakrą nie udało mi się wcześniej osiągnąć mimo pewnej praktyki, którą posiadam – dopiero moc grupy ponad 50 osób, jakie uczestniczyły w krakowskich warsztatach, niezwykła atmosfera stworzona przez samego Bruce’a jak i wspomagających wszystko organizatorów – sprawiły, iż poczułem coś, czemu najbliższe określenia to „szczęście, euforia, miłość” i to w najczystszej postaci! To był przełom, ten dzień – a przecież to był dopiero drugi dzień warsztatów – całkowicie rozwiał moje wątpliwości i zastrzeżenia, które kłębiły się w moje głowie jeszcze na początku. Niepewność została zastąpiona doświadczeniem, a ja poczułem się naprawdę wspaniale mogąc uczestniczyć w tym niezwykłym wydarzeniu.

W tym miejscu nawiążę do samej osoby Bruce’a Moen’a, gdyż jest o kim pisać.:) Zaznaczyć należy, co miało niebagatelny wpływ na jakość całych warsztatów, iż to właśnie jego osoba i postawa odegrały tutaj kluczową rolę w procesie nauki i przekazywania wiedzy, albowiem Bruce Moen okazał się człowiekiem nie tylko ciepłym, ale bardzo mądrym, o niezwykle dojrzałej postawie i wielkim sercu. Jego asertywność, nienarzucająca żadnych przekonań, a jedynie przekazująca własne doświadczenie, zwracająca uwagę na ciekawe fakty i obserwacje dokonane przez wyżej wymienionego – zaimponowała nie tylko mnie, ale jak się później dowiedziałem, ogromnej większości uczestników jego warsztatów. Bruce jak wspomniałem, nie był kimś nieosiągalnym, kimś nieprzystępnym jak to bywa czasem w przypadku osób bądź, co bądź znanych i popularnych w pewnych kręgach. Wysłuchiwał ze skupieniem i niekłamaną uwagą relacji uczestników, bawił i uczył poprzez często nieco zabawne historyki ze swojego życia, w czym był całkiem dobry.

Bruce umiał zawrzeć w każdej opowieści jakąś wiadomości i informacje wartą wykorzystania dla uczestników. Zachowywał się naturalnie i bardzo przyjaźnie, a jednocześnie nie był kimś, komu ludzie wchodzą na głowę. Idealne podjecie prowadzącego – tak mogę podsumować postawie Bruce’a Moen’a, wyrażając jednocześnie podziw i szacunek dla tego niezwykłego człowieka.

Niesamowitym i poruszającym momentem był sytuacja, gdy Bruce okazał się człowiekiem nie tyko życiowo mądrym, ale pełnym zrozumienia i współ odczuwania. Gdy jedna z uczestniczek podczas tak zwanych „odzyskań” (odnajdywanie zagubionych ludzi w rzeczywistości niefizycznej) doświadczając bardzo trudnego dla niej momentu, a jednak opowiadając o swoim przeżyciu, nie mogła już mówić (głos jej się załamał i była bliska płaczu), Bruce nie przeszedł od razu do komentarza, lecz biorąc głęboki oddech, w milczeniu wczuł się dosłownie w emocje i sytuację owej osoby. Na jego twarzy pojawił się ten sam ból i smutek bliski łez… To naprawdę nie było teatralne, udawanie zagranie, lecz coś, co wzruszyło chyba wszystkich nas i dało nam poważnie do myślenia. Bruce wyraźnie nie tylko poprzez empatię odczuł i podstawił się w sytuacji uczestniczki jego zajęć, lecz pomógł jej przejść przez to doświadczenie w sposób, godny wielkiego szacunku, który w owej chwili wzrósł u mnie z poziomu – bardzo duży, do poziomu, naprawdę wielki.

Tego momentu, jak i wielu innych podobnych sytuacji po prostu nie da się opisać słowami. Bardzo żałuję tego, ponieważ chciałbym móc przekazać Wam, czytającym tę relację, jaka panowała atmosfera i co też się działo podczas tych niecodziennych warsztatów – tymczasem dostrzegam tu ułomność werbalnego języka, i własnych możliwości takiego przekazu. Nie da się w pełni oddać tych niezwykłych wydarzeń. Tylko będąc tam moglibyście zrozumieć, o czym tak naprawdę mówię.

Nie tylko Bruce Moen przyczynił się do sukcesu i tego, iż warsztaty te można zaliczyć do wydarzeń nadzwyczaj udanych, albowiem organizatorzy (Wojciech Obracay, oraz Petros Karaplios) jak i tłumacząca Bruce’a Asia Mądrzak – wykazali się, stwarzając dobre warunki do zajęć, poprzez naukę i zabawę jednocześnie. Tak, bowiem mogę chyba określić atmosferę, bardzo miłą, ale często pełną skupienia i kontemplacji. Glos Asi, ciepły i spokojny – doskonale nadawał się o tego rodzaju prowadzenia słownego, zwłaszcza podczas wykonywanych ćwiczeń, zaś drobne i nieczęste wpadki podczas tłumaczenia, odnotowania są tu godne tylko ze względu na sympatyczną i rozluźniającą atmosferę, która się wówczas pojawiała. Znikał dystans – my-oni, dawało się odczuć, że jest to spotkanie bardzo ludzkie, a jednoczenie tak szczególne.

Dodatkową atrakcją i niespodzianką była odbywająca się każdego dnia już po zakończeniu zajęć, cudowna gra na tybetańskim gongu prezentowana przez jednego z organizatorów – Petrosa Karapliosa. Niestety z uwagi na długi dystans dzielący mnie od mojego lokum, a hotelu „Sympozjom”, w którym odbywały się wykłady, oraz konieczność dotrzymania innych zobowiązań, uniemożliwiły mi pełne uczestnictwo w tych niezwykłych „koncertach”. Tym niemniej część uczestników bardzo chętnie zostawała dłużej, aby móc uczestniczyć w tej niecodziennej uczcie dźwięków.

Atmosfera od dnia drugiego, kiedy stała się naprawdę dobra, ponieważ grupa wyraźnie oswoiła się ze swoim towarzystwem po pierwszodniowym wprowadzeniu – każdego następnego dnia tylko się poprawiła. Co prawda zajęcia były na tyle intensywne (od 10 do 18stej, a doliczmy jeszcze, że trzeba było na nie dotrzeć i wrócić), iż pod koniec (dwa ostanie dni) niektórzy z nas odczuwali już zmęczenie, jednak entuzjazm nie gasł.

Same ćwiczenia i techniki proponowane przez Bruce’a okazywały się bardzo interesujące, oraz przystępne, co jest niewątpliwie ich wielką zaletę. Jednak ich nauka okazuje się o tyle pełna subtelnych, a jednak ważnych faktów, iż tylko tego rodzaju dobrze poprowadzone warsztaty, w moim odczuciu oczywiście – mogły w pełni przekazać to, co sam Bruce wielokrotnie ujmował i podkreślał w swoich książkach. Tak więc, jeśli ktoś zapyta mnie – czy znając jego publikacje – warto się wybrać na takie warsztaty – odpowiem – bez wątpienia TAK. Kontakt w grupie, bezpośrednie, bardzo dobrze skonstruowane wykłady, krok po kroku, a jednak jak się okazuje – bardzo szybko wprowadzające uczestników w arkana eksploracji niefizycznych, to bez wątpienia niedająca się łatwo zastąpić, cześć procesu nauki.

Innym wyjątkowym i wartym pokreśleniem efektem tych warsztatów, było coś, co można nazwać – podróżą w głąb siebie, którą odbyło wielu z nas, przy okazji oficjalnej części warsztatów. Jak się, bowiem nietrudno domyślić, każdy uczestnik, posiadał rzecz jasna jakieś swoje pobudki, osobiste cele, bądź był po prostu czymś powodowany i kierowany, aby wziąć udział w warsztatach. Tak, więc poza oficjalnym programem i tym, co było robione z czystego założenia programu warsztatów – każda niemal osoba, wyniosła w trakcie ich trwania, coś, co nazwałbym własnym skarbem, własnym odkryciem, wartością wynikłą na bazie własnej, subiektywnej interakcji z procesem, jaki trwał w ciągu tych pięciu niesamowitych dni.

Pięć dni… zdawać by się mogło, że to tak mało. Prawda? Jakim cudem w ciągu pięciu dni można zupełnego laika nauczyć całkiem dużo o podróżach w niefizycznym świecie, bezpiecznym kontakcie z niefizycznymi bytami, poruszaniu się tam, oraz zdobywaniu wiadomości – przyznam, że zaskoczyło mnie, jak wiele udało się zdziałać przez ten okres pięciu dni. W tym wypadku można śmiało powiedzieć i podkreślić jak subiektywnie postrzegany jest czas - dla mnie te pięć dni, było osobista podrożą, w trakcie, której zdarzyło się naprawdę wiele, zupełnie, jakby czas ten miał o wiele głębszy wymiar i większą „rozpiętość”.

Warsztaty zakończyły się w naprawdę fantastycznej atmosferze.

 

Ludzie ściskali się, uśmiechali do siebie nawzajem, było widać zadowolenie na ich twarzach.

Ktoś mogły powiedzieć, dobra, czy nie było nic irytującego? Wyrażasz się w samych superlatywach. Tak, jasne, ze były drobne niedogodności, przecież, jeśli chcieć, zawsze się do czegoś można przyczepić. Tylko pytanie brzmi, po co, skoro całokształt wypada naprawdę świetnie. Mógłbym narzekać na niezbyt wygodne dla mnie krzesełka, czy być zirytowanym czymkolwiek innym, ale przecież nie o to chodzi. Liczy się fakt, iż grono, niewielkie grono ludzi, postanowiło zorganizować coś tak niezwykłego, zrobić dla innych ludzi. Zarówno wymienieni organizatorzy, jak i Asia Mądrzak, która nie tylko podjęła się tłumaczenia Bruce’a ale to właśnie ona jako pierwsza zaczęła nawiązywać kontakty, organizując przybycie Bruce’a Moen’a do Polski, ona również była jednym z głównych organizatorów ( wraz z Anią Szurlej i Januszem Zagórskim) Wrocławskich warsztatów Bruce’a, które odbyły się nieco wcześniej. I to wlanie jest najważniejsze - ktoś postanowił zorganizować coś, z czego mogli skorzystać inni. Organizatorzy poświęcili swój czas i energie, za co powinniśmy być im wszyscy wdzięczni. Ja jestem. :)

Na sam koniec pragnę pozdrowić wszystkich uczestników Krakowskich warsztatów. Nie ze wszystkimi Wami miałem okazje porozmawiać, jednak obserwowanie i bycie z Wami wszystkimi dostarczyło mi wiele radości i satysfakcji. Byliście wspaniali i dziękuję Wam za to przemiłe towarzystwo! Mam nadzieję, iż uda nam się spotkać ponownie, być może na jesiennych warsztatach Bruce’a Moen’a, które maja być kontynuacja i rozwinięciem obecnie odbytego się programu.

Wszystkiego dobrego, bądźcie szczęśliwi i miejmy nadzieję, do zobaczenia! :)

Jakub Niegowski
http://www.gw.7d.pl/

Andrzej Maria Marczewski

 

Warszawa, listopad 2004

 

2004

Żyjemy w XXI wieku, który, wydawałoby się, nie sprzyja głębszej, indywidualnej refleksji, ani nad światem, ani nad sobą. Korzystamy na co dzień z wszechpotężnych telewizyjnych i prasowych mediów, które na okrągło pokazują nam, i opisują dla nas to, co powinniśmy widzieć i wiedzieć. Świat się do każdego z nas niebezpiecznie przybliżył, na odległość własnego telewizora i monitora internetu. Wiemy zawsze wszystko o wszystkich.
I o czym należy wiedzieć.

Granicę poznania wyznacza nam świat materii, który czuje się w swojej materialności wspaniale, i jego interesy, którym się wydaje że nami rządzą. Od czasu do czasu czujemy się w tej odbiorczej wspólnocie, wspólnie. A w swoim indywidualiźmie, indywidualnie.
Każdy człowiek ma przecież poczucie swojej wyjątkowości i niepowtarzalności, każdy też pragnie zrealizować w życiu swój własny, głęboko przemyślany, osobisty plan istnienia.

O tym co nas czeka po drugiej stronie, czyli o "Życiu po Życiu" możemy przeczytać w książkach tych, którzy tam byli i dają swoje świadectwo. Wybór jest ogromny.
Ci którzy cenią sobie nie tylko materialne wymiary, wiedzą kim jest Raymond Moody, Robert A.Monroe, czy Bruce Moen. Co innego jednak znaczy przeczytać o czymś, a co innego przeżyć to, czyli doświadczyć na sobie, sprawdzić poprzez siebie.

Bruce Moen kontynuator poszukiwań Roberta Monroe, autor trzech wydanych w Polsce książek, z pełnym przekonaniem stwierdził, że każdy człowiek obdarzony jest takimi samymi możliwościami, i każdy może eksplorować wymiary, zdawałoby się niedostępne przeciętnym śmiertelnikom." To wszystko jest bardzo proste - mówi- najtrudniej jest tylko w to uwierzyć." Zresztą następną konsekwencją tego stanowiska, jest stwierdzenie że śmierć jako taka, w ogóle nie istnieje, wychodząc w pewnym momencie ze swojej materii, w którą po tej stronie jesteśmy ubrani, przenosimy się w inny wymiar, zdecydowanie ciekawszy, piękniejszy, dający nam nieograniczone pole do działania.
Musimy tylko mieć jakiś pomysł na własne działanie, ale po tej stronie życia, też warto o tym pamiętać.

Jeden z największych pisarzy XX wieku, Michał Bułhakow w swoim kultowym arcydziele "Mistrz i Małgorzata" obwieścił światu, że po tamtej stronie : "każdemu będzie dane to, w co wierzy".

Bruce weryfikuje Bułhakowa, dopisuje mu pointę, której bohaterami stajemy się my wszyscy, bo przecież każdy z nas, w pewnym momencie musi zapytać siebie: co ze mną będzie dalej? Gdzie pójdę? Jak tam jest? Czy ktoś mnie przywita? Co będę tam robił?
Bóg jest odpowiedzią dla ludzi głęboko wierzących, ale nasz Kościół nie zaleca penetrowania tematu. Inne Kościoły zajmują różne stanowiska, albo na wszelki wypadek nie dotykają tematu. Co więc mają robić ci, którym te opcje niczego, do końca nie wyjaśniają?
I co mają robić ci, którzy wierzą, ale chcieliby również wiedzieć? Lub tylko doświadczyć. Ale na sobie, poprzez siebie. Nie mają wyjścia, doświadczają.

Odzyskiwania Bruce`a Moena polegają na przekroczeniu tej niewidzialnej, ale dobrze wyczuwalnej granicy, tego i tamtego świata, mówiąc w dużym uproszczeniu, znalezieniu kogoś, kto po śmierci, nie wie gdzie jest, ani co się z nim dzieje, i odprowadzeniu go w bezpieczne miejsce, do tych, którzy go znają, kochają i mogą mu pomóc w adaptacji do nowych warunków. To jest właśnie to tytułowe "odzyskiwanie" ludzi po tamtej stronie.
Ludzi nie przygotowanych w momencie śmierci, na to co ich czeka, lub uwikłanych we własne, lub cudze systemy przekonań, które uniemożliwiają znalezienie tam właściwego dla siebie miejsca.

Skoro już raz poznamy mechanizm umożliwiający nam poruszanie się w obydwóch kierunkach, tam i z powrotem, możemy też zająć się docieraniem do ludzi zmarłych , aby móc przekazać informacje od nich, ludziom żyjącym, a tęskniącym za swoimi bliskimi, którzy opuścili świat materii. Niepokoimy się przecież, jak tam im jest, czego jeszcze pragną? Czy czegoś oczekują od nas? Do tej pory odpowiedzi na te pytania udzielali ludzie wybrani, jasnowidze, wróżący, Bruce udowodnił nam że nie musimy pytać nikogo obcego, wystarczy, będąc tam, zapytać samemu, przedtem oczywiście należy przejść odpowiedni trening, poznać proces eksploracji partnerskich, aby móc zyskać dowód, że to w czym uczestniczyliśmy wydarzyło się naprawdę, bo zostało w sposób naukowy (czyli powtarzalny) zweryfikowane.

Uczestniczyłem w czterdziestogodzinnych warsztatach Bruce`a, i tym samym na pięć dni wyłączyłem się całkowicie z codziennego świata "gry pozorów i interesów", aby rozpoznać możliwie szeroko świat "Życia po Życiu" i "Partnerskich Eksploracji".
Znalazłem się wśród sześćdziesięciorga wspaniałych, niezwykle zróżnicowanych osób, każda z nich promieniowała inną energią, miała swoje doświadczenia, swój balast przeżyć dobrych i złych, ale jednocześnie miała też głębokie, niezbywalne przeświadczenie że świat który ją otacza jest niepełnym światem, i że na nim nic się nie kończy, a naprawdę fascynujące przeżycia i doświadczenia czekają nas dopiero za progiem materii.

Poznałem wymiar uczucia bezwarunkowej miłości, bardzo trudno ubrać ją w słowa ponieważ jest promieniowaniem wypełniającym serce, ciało i przestrzeń która nas otacza, można ją wysłać każdemu, który jej potrzebuje, ta miłość jednoczy, w najpełniejszym rozumieniu tego słowa, łączy, rodzi wspólnotę, w której każdy człowiek może bez strachu spojrzeć na drugiego człowieka widząc w nim siebie i Boga w którego wierzy.

Doświadczyłem też rzeczy, z punktu widzenia materii niepojętej. Oto dziesięcioro nie znających się przedtem osób, odbywa w grupie, ale indywidualne podróże do świata zmarłych, do osoby znanej jedynie z imienia i nazwiska (bo koperta z jej zdjęciem pozostawała zaklejona do końca ćwiczenia), i każdy z nas rozmawia ze zmarłym, uzyskując od niego informacyjne szczegóły, których prawdziwość weryfikuje bliska mu osoba która dała nam to zdjęcie. I te nasze, wszystkie relacje zostają pozytywnie zweryfikowane.
Tak dzieje się w każdej z sześciu grup które ćwiczyły partnerskie eksploracje. Czyli sześćdziesiąt osób ćwiczących, na sześćdz
iesiąt obecnych na warsztatach ma pozytywne, zweryfikowane przez świadków wydarzeń wyniki. "Jeżeli wśród tysięcy czarnych kruków znajdziecie jednego białego, to znaczy że on rzeczywiście istnieje " -mówi Bruce - "szukajcie zawsze białego kruka, on potwierdzi że racja jest po waszej stronie".

Dla "Odzyskiwaczy" powstało specjalne, zamknięte Forum internetowe na którym mogą teraz wymieniać swoje wrażenia i refleksje "po".

Bruce Moen wraca, po raz kolejny do Polski w kwietniu 2005 roku. W kontekście tego wszystkiego co w nas uruchomił, można sobie publicznie zadać podstawowe pytanie, co z tym dalej robić? Wejść tam, i zostać w świecie, w którym nie ma rzeczy, ani sytuacji niemożliwych, ponieważ wszystko uruchamia nasza myśl, nasza wola, nasze przeświadczenie, czy tylko wyobrażenie? W świecie istniejącej, bezwarunkowej miłości którą tak trudno wykrzesać z siebie tu, w otoczeniu twardej, nieustępliwej materii.
Bruce pozostawił w nas głębokie przeświadczenie że jednak jesteśmy jednością, wspólnotą, nami samymi w wielu różnorodnych egzemplarzach, i warto o tym pamiętać na co dzień, warto okazywać sobie miłość, zrozumienie, pomoc, warto żyć dla siebie w innych, a nie tylko dla siebie w sobie. To jest właśnie moje świadectwo, Twojej prawdy. I za nią Bruce kochamy Cię wszyscy bezwarunkową miłością.

26 XI 2004 Andrzej Maria Marczewski
http://www.marczewski.pl/

« poprzedni artykuł


AktualnościWarsztatyProduktyWywiadyŻycie po życiuAdmin
Newsletter

webmaster: phpworker